KATEGORIE

Rynek finansowo-ubezpieczeniowy Europy Środkowo - Wschodniej wobec wyzwań globalizacji

Autor: Romuald Holly
Czas i miejsce publikacji: Prawo Ubezpieczenia Reasekuracja, 1/61/2002, s.79-85.


 




W tytule1 artykułu zawiera się pytanie, jak kraje naszego Regionu winny reagować na postępującą, powszechną globalizację, dotyczącą przede wszystkim rynku finansowo-ubezpieczeniowego, jaką przyjąć strategię, czy korzystna jest - i w ogóle możliwa - strategia wspólna? Sformułowanie tego tytułu odnosi się także do kontrowersji wynikającej ze sprzecznych postaw wobec globalizacji. Czy niesie ona więcej pożytków i korzyści, czy więcej nowych trudności i wręcz zagrożeń?

Globalizacja, to ideologia, program, kierunek rozwoju, narzucające światu jeden powszechny standard, normy, określony model człowieka, kultury, stylu życia, moralności, a nawet procedur postępowania - od tych odnoszących się do stosunków pomiędzy państwami, aż po transakcje handlowe, czy nawet procedury bankowe. To sieć wielostronnych powiązań, tak dalece uzależniających jej uczestników, że tworzą jeden system, jeden wspólny organizm.

Dzięki globalizacji rynku finansowo-ubezpieczeniowego, niewątpliwie znikają problemy braku pojemności poszczególnych zakładów ubezpieczeń, pokrycia reasekuracyjnego, dostępu do kapitałów, czy know-how. Istotnie obniżają się koszty administracji, marketingu, czy obsługi aktuarialnej. W dużej mierze znikają też problemy konkurencji. Nie mamy również problemów ze standardami, wzorcami, jakością usług - wszystko to z góry mamy określone, szczegółowo zdefiniowane, narzucone - pod tym względem jesteśmy (czy też wkrótce będziemy) skutecznie kontrolowani.

Globalizacja bowiem, to także koncentracja bezwzględnej, skutecznej władzy zarządów ponadnarodowych korporacji na nieznaną dotychczas skalę.

Z drugiej strony jednakże, globalizacja to koncentracja zagrożeń, to zwielokrotnione ryzyko powszechnego, międzynarodowego kryzysu, który nieuchronnie może dotknąć nas wszystkich. Spektakularnym, dramatycznym tego dowodem był niedawny atak terrorystyczny na nowojorskie międzynarodowe centrale handlu, finansów, przetwarzania i przesyłania informacji. Wielkość i siła tego monstrualnego organizmu stanowi zatem o jego słabości, sprawia, że jest bardzo podatny na atak, że skutki każdego ataku podlegają zwielokrotnieniu. Niewątpliwie, jest to jeden z ważnych powodów, by ulegając globalizacji, równocześnie bronić własnej tożsamości i odrębności.

Jak zatem, uczestnicząc w tym, co nieuchronne, zyskać jak najwięcej, a równocześnie nie zaprzepaścić swoich indywidualnych szans i możliwości, nie zatracić swojej tożsamości, nie osłabić własnego bezpieczeństwa? Innymi słowy, czy globalizację winniśmy wspierać, czy zwalczać, czy też, w miarę naszych sił i możliwości, kontrolować ją, nadzorować i nią sterować?

Problem, który poruszam, w moim przekonaniu, stanowi obecnie największe wyzwanie dla wszystkich uczestników rynków finansowo-ubezpieczeniowych całego naszego regionu Europy Środkowej i Wschodniej. Jest to bowiem problem, który w największym stopniu warunkuje rozwój zarówno naszych lokalnych, narodowych rynków, całego rynku naszego regionu Europy Środkowej i Wschodniej, jak i - przede wszystkim - rozwój każdego z naszych banków, czy towarzystw ubezpieczeniowych. Zasadne więc wydaje się założenie, że jeżeli będziemy rozwiązywać go wspólnie, pozwoli to nam oszczędzić wiele trudu, czasu, pieniędzy, ciężaru konsekwencji popełnianych błędów.

Postulat ten formułuję w przeświadczeniu, że lokalne rynki finansowo-ubezpieczeniowe krajów Europy Środkowej i Wschodniej tworzą jeden wspólny rynek regionalny. Jak bowiem wynika z przeprowadzonych w Krajowym Instytucie Ubezpieczeń analiz porównawczych, mimo ogromnego wewnętrznego zróżnicowania, tak pod względem parametrów finansowych jak i niefinansowych, poszczególne rynki wszystkich krajów naszego Regionu są sobie znacznie bliższe niż którykolwiek z nich - jakiemukolwiek rynkowi państw Europy Zachodniej, USA czy Japonii. Wskazuje na to większość wyliczanych i porównywanych wskaźników należących do stosowanego przez większość agencji ratingowych kanonu podstawowych parametrów charakteryzujących badane rynki.

Na przykład, składka ubezpieczeniowa per capita zbierana w Polsce jest wprawdzie aż 65 razy większa niż w Kazachstanie i tylko 22 razy mniejsza niż w Szwajcarii, to jednak kwotowo - polskie, przewidywane już wkrótce 130 dolarów, jest znacznie bliższe kazachskim 2 dolarom (tylko 128 dolarów różnicy) niż szwajcarskim 3000 dolarów (aż 2870 dolarów różnicy).

Jednakże o odrębności, tożsamości i specyfice rynków ubezpieczeniowych krajów Europy Środkowej i Wschodniej stanowi nie tyle podobieństwo charakteryzujących je parametrów finansowych i niefinansowych, ile wspólne problemy, które je łączą i które je dzielą, wspólne możliwości i szanse rozwoju oraz wspólne zagrożenia.

Do najważniejszych należą niewątpliwie kwestie doktrynalne, dotyczące modelu rynku ubezpieczeniowego w poszczególnych krajach Regionu - w tym przede wszystkim dotyczące jego struktury i systemów funkcjonalno- organizacyjnych.

Wynika to gównie z różnego postrzegania miejsca i traktowania roli rynku ubezpieczeniowego, a tym samym kierowanych pod jego adresem oczekiwań:

  • stymulowanie wzrostu gospodarki narodowej;
  • przysparzanie dodatkowych przychodów budżetowi państwa;
  • łagodzenie skutków bessy/kryzysów, występujących cyklicznie w gospodarce rynkowej;
  • konserwowanie systemu, społeczno-gospodarczego status quo, umacnianie "spokoju społecznego";
  • gwarantowanie bezpieczeństwa finansowego w społecznej makro- i mikroskali.

Role te, niestety, nie są dość wyraźnie artykułowane i hierarchizowane w poszczególnych państwach Regionu, nie determinują tym samym dość jednoznacznie sposobu organizacji rynków ubezpieczeniowych w tych krajach, nie kreują jednoznacznych regulacji prawnych, nie określają też wystarczająco wyraźnie zasad i kierunków rozwoju tych rynków.
Powstaje tym samym swoisty paradoks. W wyniku uznania szczególnej roli ubezpieczeń w systemie gospodarczym każdego kraju, wprowadzone zostały specjalne regulacje prawne - na ogół o randze ustawy - dotyczące organizacji i sposobu funkcjonowania tego właśnie sektora gospodarki. W żadnej jednak, znanej mi, ustawie ubezpieczeniowej, przyjętej w okresie ostatnich dziesięciu lat w krajach Europy Środkowowschodniej, nie określono najważniejszych imponderabiliów, tj. nie zdefiniowano dostatecznie wyraźnie roli sektora ubezpieczeń w gospodarce narodowej, nie sformułowano strategii realizacji tej roli i wynikających z niej zadań. Zabrakło tym samym przesłanek uprawiania przez rządy tych państw jednoznacznej, wyraźnie określonej polityki rozwoju sektora ubezpieczeń. Brak także jednoznacznych kryteriów ocen dotychczasowego rozwoju, obecnego stanu i perspektyw tego sektora. W zamian, w rzeczonych ustawach aż roi się od szczegółowych, skądinąd zresztą bardzo potrzebnych, nakazów i zakazów dotyczących sposobu składania wniosków o zezwolenie na działalność, prowadzenia rachunku technicznego, procedur egzaminowania agentów i brokerów ubezpieczeniowych itp.
Taki stan rzeczy stwarza wyśmienite warunki do wszelkiej urzędniczej samowoli, podejmowania najważniejszych decyzji np. w sprawie udzielania bądź odmowy zezwolenia na działalność określonym ubezpieczycielom lub funduszom emerytalnym, jedynie na podstawie własnej, niejednoznacznej bądź wręcz niejasno politycznie motywowanej interpretacji, równie niejasno zapisanych intencji ustawodawcy. Sytuacja taka skazuje zarazem aparat organów nadzoru głównie na przeprowadzenie kontroli formalnych, badanie poprawności wyliczeń aktuarialnych, analizowanie poprawności zawieranych przez brokerów i agentów umów...
Jak w tych warunkach, nasze zakłady ubezpieczeń mają prowadzić planowanie strategiczne swojego rozwoju? Jak skutecznie mają realizować przynajmniej swój podstawowy cel - generowanie własnego zysku?

W efekcie, jeżeli weźmiemy ponadto pod uwagę jakościowe i ilościowe agregaty odnoszące się do parametrów, za pomocą których zakłady ubezpieczeń i rynki ubezpieczeniowe są najczęściej opisywane, nasz środkowo i wschodnioeuropejski regionalny rynek ubezpieczeń okazuje się ogromnie wrażliwy na wszelkie zagrożenia prowadzące w konsekwencji do:

  • destabilizacji,
  • nierównowagi podaży i popytu,
  • deregulacji,
  • pogłębiającego się braku dostatecznej pojemności,
  • chronicznego braku kapitałów i wynikającej stąd
  • utraty niezależności /autonomii/ własnej tożsamości,
  • a w efekcie
  • całkowitej marginalizacji.

Okazuje się tym samym, że bez jednoznacznie ukierunkowanych, skoordynowanych, nie tylko w skali kraju, ale całego Regionu, działań regulacyjnych i kontrolnych, , realna symbioza czy choćby koegzystencja gigantów finansowych i małych rodzimych instytucji, nie wydaje się możliwa.

Albowiem będą one - z natury rzeczy - prowadzić walkę konkurencyjną, której wynikiem może być jedynie widmo Europy Środkowej i Wschodniej jako obszaru ścierania się interesów wielkich finansowych koncernów, a zatem terenu, na którym międzynarodowe koncerny będą jedynie rozgrywać wyścigi po swoje zyski.

Czy zatem możliwe jest prywatyzowanie rynków ubezpieczeniowych naszego Regionu w taki sposób, by efektywnie wspomagały wzrost gospodarki narodowej, a zarazem stawały się coraz bardziej atrakcyjne dla zagranicznych inwestorów? Jak uruchomić i skierować na nasze rynki ubezpieczeniowe szeroki strumień zagranicznego kapitału, by zarazem ożywiał wskaźniki wzrostu gospodarki narodowej?
A może lepiej tego kapitału nie dopuszczać do naszych krajów? Ograniczyć mu dostęp do naszych rynków ubezpieczeniowych?

Niestety, w takim przypadku, wariant alternatywny, to autarkia i - w konsekwencji - ustabilizowanie wskaźników wzrostu naszych narodowych gospodarek na tak niskim poziomie, że zagraniczny kapitał rzeczywiście przestanie nam zagrażać, bowiem wówczas na pewno się nie pojawi.
Zrealizuje się tym samym największe, katastroficzne ryzyko rynku ubezpieczeniowego - stanie się on jednym z głównych zagrożeń dla rozwoju gospodarki narodowej każdego z krajów naszego Regionu.

Świadomość tej perspektywy sprawia, że większość państw środkowo - i wschodnioeuropejskich dąży do integracji z Unią Europejską. Albowiem w związku z Unią Europejską upatrują dla siebie więcej szans niż zagrożeń. Jednakże, w osamotnieniu, ich szanse stają się znikome, a zagrożenia bardziej realne. W szczególności dotyczy to pojedynczych zakładów ubezpieczeń, które, uwikłane w walkę konkurencyjną z innymi towarzystwami, traktowanymi najczęściej nie jako konkurenci, ale jako wrogowie, działając bez jakiegokolwiek wsparcia, w konfrontacji z potężniejszym zachodnim partnerem, skazane są jedynie na negocjowanie warunków kapitulacji.

W tej sytuacji, jedynym racjonalnym rozwiązaniem wydaje się właśnie postulowana tutaj regionalna konsolidacja.

W jaki zatem sposób moglibyśmy razem podejmować i rozwiązywać nasze wspólne problemy? Czy potrafimy skutecznie rozwiązywać je sami, tzn. każde z towarzystw ubezpieczeniowych samodzielnie, czy lepiej, łatwiej, finansowo korzystniej, przynajmniej niektóre z tych problemów, podejmować wspólnie, na użytek wszystkich uczestników rynku ubezpieczeniowego naszego Regionu? Innymi słowy, czy stać nasze towarzystwa ubezpieczeniowe - każde z osobna - na takie ogromne, samodzielnie ponoszone koszty?
Czy te towarzystwa, które mimo wszystko je ponoszą, by bronić własnej pozycji i nadążać za rozwojem rynku europejskiego, nie są niepotrzebnie rozrzutne? Czy zatem postulowana tutaj regionalna konsolidacja jest w stanie temu zaradzić?

Co ponadto osiągniemy, czy też, co jeszcze możemy zyskać, dzięki regionalnej konsolidacji? Ponad wszelką wątpliwość, do takich bezpośrednich korzyści możemy zaliczyć:

  • większą pojemność naszych zakładów ubezpieczeniowych choćby dzięki sprawniejszej, bardziej korzystnej reasekuracji i koasekuracji;
  • możliwość przepływu kapitałów między zakładami ubezpieczeniowymi w poszczególnych krajach Regionu, a dzięki temu powstanie nowych powiązań konsorcyjnych-kapitałowych, funkcjonalno-organizacyjnych, personalno-kadrowych;
  • szybsze, bardziej bezpieczne zagospodarowanie wielkich nisz rynkowych, takich jak ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej, ubezpieczenia finansowe, czy ubezpieczenia zdrowotne;
  • łatwiejsze, w skali Regionu, niż jednego tylko kraju, równoważenie portfeli ryzyk poszczególnych zakładów ubezpieczeń;
  • szybszy, bardziej efektywny i tańszy przepływ know-how, w szczególności nowych produktów, technik marketingowych, procedur strategicznego planowania i zarządzania;
  • bardziej liczącą się reprezentację na międzynarodowych kongresach i konferencjach, decydujących o powszechnie wprowadzanych i stosowanych regułach, stawkach ubezpieczeniowych, standardowych procedurach, czy choćby wzorcach dokumentów, a dzięki temu
  • bardziej realny wpływ na rynek globalny;
  • umacnianie możliwości przetargowych naszych własnych, lokalnych reasekuratorów, a przez to lepszy, bardziej skuteczny dostęp do światowego rynku reasekuracyjnego (a tym samym, korzystniejszą, tańszą reasekurację i większe bezpieczeństwo własne i naszych klientów);
  • bardziej realny wpływ na dotyczące nas regulacje prawne, fiskalne i procesy legislacyjne w każdym z państw naszego regionu, a pośrednio też wpływ na
  • kształtowanie właściwego miejsca i roli branży ubezpieczeniowej w życiu gospodarczym poszczególnych krajów naszego regionu;
  • łatwiejszy dostęp do know-how i specjalistycznych szkoleń;
  • łatwiejszy przepływ wykwalifikowanej kadry;
  • możliwość prowadzenia własnych, niezależnych badań rynkowych, zorientowanych na realizację celów i potrzeb działających w naszych krajach przedsiębiorstw ubezpieczeniowych;
  • większą możliwość podejmowania wspólnych, regionalnych przedsięwzięć, zmierzających do bardziej skutecznego kształtowania świadomości ubezpieczeniowej naszych społeczeństw;
  • lepsze wykorzystanie nierówno rozwiniętej infrastruktury naszych krajowych rynków - firm brokerskich, aktuarialnych, dyspaszerskich, eksperckich (konsultingowych), w rezultacie też obniżenie kosztów techniczno-ubezpieczeniowych;
  • podejmowanie i skuteczniejsze prowadzenie wspólnych, regionalnych akcji prewencyjnych oraz działań przeciwko przestępczości ubezpieczeniowej;
  • realne wsparcie w przeprowadzaniu procedur prywatyzacyjnych czy poszukiwaniach strategicznych inwestorów, prowadzeniu z nimi negocjacji, a nawet redagowaniu umów.

Jak ważne są to kwestie, przekonali się wszyscy ci, którzy zmuszeni już zostali do samodzielnego zmierzenia się z niektórymi przynajmniej z wymienionych tutaj problemów i mają już część opisanej drogi za sobą. Wiedzą więc ile wymagało to czasu, wysiłku, jakie koszty ponieśli, by się tego wszystkiego nauczyć, jaką cenę obecnie już płacą i płacić będą za popełnione błędy.

Poruszony na koniec problem pozyskiwania tzw. inwestorów strategicznych dotyczy - wbrew pozorom - nie tylko tych, którzy aktualnie poszukują dla siebie właściwych partnerów lub dopiero zaczynają o tym myśleć. Jak bowiem uczy polskie doświadczenie, czy w jeszcze większym stopniu węgierskie lub czeskie, nawet towarzystwa ubezpieczeniowe w pełni zdominowane przez zagraniczny kapitał, tym lepiej wypełniają zadania narzucane im przez obcych właścicieli, w im większym stopniu w swojej strategii rozwoju, potrafią równocześnie uwzględniać potrzeby i interesy własnego rynku lokalnego, na którym działają2.

Uprawiana w ciągu ostatniego dziesięciolecia przez rządy większości państw naszego Regionu wobec sektora ubezpieczeniowego, polityka wybitnie pasywna lub, co najwyżej, defensywnie bierna, dostatecznie już dowiodła, że postępujący, niezależnie od naszej woli, proces globalizacji, sam naszych problemów nie rozwiąże. Co najwyżej, szybciej i skuteczniej bez reszty nas zmarginalizuje. Sprawi, że staniemy się jeszcze bardziej zależni od międzynarodowych koncernów realizujących swoje partykularne interesy, obce naszym własnym, lokalnym, interesom. Tym samym także, pozostając jeszcze ubożsi, nie będziemy w stanie generować zysków na miarę potrzeb naszych zagranicznych inwestorów i w końcu przyczynimy się do takiego ich zubożenia, że wreszcie sami upadną. A nie możemy przecież pozwolić, żeby zbankrutowały międzynarodowe koncerny...
Wbrew pozorom, nie jest to jedynie teza przewrotna. Wręcz przeciwnie, w świetle prezentowanej tutaj idei, zawiera się w niej głęboki sens jednego z wiodących postulatów programowych dotyczących zasad włączania się rynku ubezpieczeniowego naszego Regionu w procesy globalizacyjne.

Wiele się dzisiaj słyszy o postępującej globalizacji, ale wcale jeszcze nie o tym, że się wreszcie załamie. A że to się kiedyś stanie jest przecież oczywiste!
Jedno z fundamentalnych praw ubezpieczeniowych głosi bowiem, że jeżeli coś zdarzyć się może, to się na pewno zdarzy. Kwestia tylko czasu, kiedy to wreszcie nastąpi. Zatem upadek globalizacji jest nieunikniony.

Ale mądre przysłowie mówi, iż często się zdarza, że nim słońce wzejdzie, rosa oczy wyje... Tak więc - póki co - jesteśmy skazani wyłącznie na siebie; i - co najwyżej - bezwolnie poddając się globalizacji, możemy przyspieszyć jej kres. Możemy też podjąć próbę wspólnego działania, próbę samodzielnego kształtowania własnych losów.

Inicjatywy w tym zakresie nie muszą wcale wadzić prowadzonym obecnie w Polsce oraz w innych krajach Regionu, aspirującym do członkostwa w Unii Europejskiej, działaniom zmierzającym do dostosowania ich lokalnych krajowych rynków ubezpieczeniowych do uniwersalnych reguł unijnych. Margines swobody, jaki owe regulacje pozostawiają poszczególnym członkom UE, jest aż nadto wystarczający do pełnego zrealizowania zarysowanego tutaj programu konsolidacji rodzimych (krajowych) rynków finansowo-ubezpieczeniowych Europy Centralnej i Wschodniej. Podjęcie wspomnianych inicjatyw może wręcz istotnie przyspieszyć i usprawnić wszelkie tzw. procesy dostosowawcze.

Jak większość ludzi świadomych nieuchronności dokonujących się przemian, pozostaję gorącym zwolennikiem globalizacji. Globalizacja bowiem to nieuchronna konsekwencja rozwoju naszej cywilizacji.
Obecnie, zaś nie stoimy już przed dylematem wyboru cywilizacji zachodniej, wschodniej, azjatyckiej. W kategoriach ekonomicznych istnieje i liczy się tylko jedna. Pozostaje nam zatem jedynie wybór: czy włączać się i pozostawać w kręgu tej cywilizacji, czy lokować się poza jej kręgiem? Przyłączam się więc do wszystkich apeli o usprawnienie i przyśpieszenie globalizacji, pod warunkiem jednak, że równolegle będzie postępowała nasza regionalna globalizacja. Bez niej bowiem, z tej powszechnej, ogólnoświatowej, możemy mieć więcej szkody niż pożytków.

Skoncentrowane w rękach dwóch, rządzących światem instytucji - Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego ogromne kapitały inwestycyjne, niechybnie trafią również do nas. Wydaje się, że rozwijająca się po zamachu terrorystycznym z 11 września w Nowym Jorku ogólnoświatowa dyskusja może być impulsem istotnie przyśpieszającym ów proces. Prowadzi ona bowiem do zasadniczych zmian w filozofii i sposobie działania obydwu wspomnianych instytucji, właśnie w kierunku bardziej intensywnego stabilizowania gospodarki państw najuboższych, stymulowania ich rozwoju, neutralizowania niepokojów, utrwalania powszechnego społecznego pokoju. Wystarczy zatem, że owym światowym kapitałom stworzymy minimalnie choćby sprzyjające warunki.
Musimy jednak pamiętać, że kapitały których tak łakniemy, choćby największe i - na początek przynajmniej - dawane nam tak szczodrze, muszą kiedyś wrócić do swoich pierwotnych właścicieli, i to zwielokrotnione, w tej czy innej postaci. Rządzi nimi bowiem okrutne prawo maksymalnego zysku, bez którego zresztą w ogóle by nie powstały i po prostu by nie istniały.
Przygotowując się na ich przyjęcie, najlepiej mieć w pamięci przypadek Argentyny, która przynajmniej od 7-5 lat korzystała z hojności MFW i BŚ w zamian wiernie wypełniała wszelkie zalecenia mądrych ekonomistów i światowych doradców. Kiedy jednakże eksperyment tzw. "rządów pieniądza" (currency board) zaczął zawodzić, niezbędne kolejne pożyczki kraj ten otrzymywał na coraz bardziej drakońskich warunkach - na koniec odsetki za dolarowe pożyczki przekroczyły 40%! Najpierw zabrakło pieniędzy na obsługę długu wewnętrznego, co zaowocowało społecznymi niepokojami i wręcz powszechnym wrzeniem. Na koniec, w państwowej kasie zabrakło pieniędzy również na obsługę zagranicznych wierzycieli. Ci zaś, nie otrzymując swoich odsetek, po prostu się obrazili... Obolała Argentyna, po niewczasie, zaczyna wreszcie szukać własnej drogi. I być może zostanie zmuszona do wyboru tej, której - w innych warunkach - wcale by nie chciała.

Jak zatem uniknąć widma strasznej "argentyńskiej zarazy"? Czy sektor ubezpieczeń jest w stanie zaradzić takiemu czarnemu scenariuszowi?
Czy jest w stanie, częściowo chociażby, zrównywać np. szanse rodzinnych, drobnych sklepikarzy, konkurujących z supermarketami, należącymi do sieci międzynarodowych koncernów?

Sam rynek ubezpieczeń, zapewne w żadnym kraju, nie może być remedium na wszelkie jego bolączki. Bez wątpienia jednak może w znacznym stopniu stymulować wzrost gospodarki narodowej, przysparzać przychodów budżetowi państwa, łagodzić skutki gospodarczej bessy (działać "antycyklicznie"), umacniać poczucie społecznej stabilizacji i bezpieczeństwa socjalnego. Może też - i bywa że to czyni - działać dokładnie odwrotnie, na ogół nie zawsze nawet świadomie...
Właściwa rola rynku ubezpieczeniowego, tworzących go przedsiębiorstw, to działanie w równej mierze zgodne z interesem gospodarki kraju w którym przedsiębiorstwa te działają jak też ich własnym, partykularne interesem i interesem ich właścicieli. Do tego jednak by te interesy właściwie rozpoznać i właściwie je godzić, musimy najpierw poznać i wyraźnie zdefiniować tożsamość, odrębność, swoistość własnego rynku, na którym działamy, własnego zakładu ubezpieczeń, własnej grupy kapitałowej. Podstawowym kryterium, kategorią odniesień mogą być przy tym jedynie imponderabilia, wyraźnie zapisane w ustawie ubezpieczeniowej, jednoznacznym językiem celów, zadań, oczekiwań. Trudno wyobrazić sobie sytuację, by liczne różnice kulturowe, historyczne, ekonomiczne, polityczno-społeczne, pozwoliły na sformułowanie jednego, "ideologicznego" programu ubezpieczeniowego, możliwego do przyjęcia przez wszystkie kraje Europy Środkowowschodniej. Niemniej, można wyobrazić sobie konsolidację krajowych rynków ubezpieczeniowych wokół licznych wspólnych problemów i zadań, które też, podejmowane wspólnie, skuteczniej uchronią nas przed losem, którego byśmy nie chcieli.

Apeluję więc najpierw o działania zmierzające do samoorganizacji naszego regionalnego rynku ubezpieczeniowego, i to nie tylko w naszym własnym, wąsko pojmowanym, partykularnym interesie, ale - pośrednio - także w interesie rynku globalnego.

Dokonujący się proces globalizacji, który w wyniku ostatnich zamachów terrorystycznych w Stanach Zjednoczonych obejmie nas szybciej niż przewidywaliśmy, to ogromna szansa i zarazem wielkie zagrożenie. Nasz przyszły los, dalszy rozwój naszego regionalnego rynku, zależy od tego, czy potrafimy właściwie zareagować już dzisiaj, kiedy jeszcze czas po temu.

* * *


Europa Środkowa i Wschodnia to - zależnie od kryterium kwalifikowania - 24 lub nawet 32 kraje, kilkaset milionów ludzi. To Region, którego potencjał już wkrótce może być czwarty na świecie, i to niezależnie od tego, czy Rosja doń dołączy, czy też obierze inną drogę...

Wbrew wszelkim pozorom, wszystkie te kraje dużo więcej łączy, niż dzieli. Największe możliwości, najpewniejsze gwarancje, daje im szeroka, wzajemna współpraca i integracja w ramach całego Regionu. Ponad wszelką wątpliwość, takim ważnym bodźcem, a zarazem spoiwem, mógłby stać się właśnie wspólny, regionalny rynek finansowo- ubezpieczeniowy.
Tylko ci, którzy potrafią uruchomić i wykorzystać ten ogromny potencjał, mogą liczyć, że zostaną jego beneficjentami; wszyscy pozostali, będą im tylko służyć, na warunkach, których nikt z nimi nie będzie nawet negocjował.

Przypisy:

1Tekst artykułu jest oparty na referatach: wygłoszonym na międzynarodowym forum uczestników rynku finanosowo-ubezpieczeniowego Europy Centralnej i Wschodniej w Jałcie, 19-22 września 2001 r. oraz na Forum Spraw Publicznych w Warszawie, 21 listopada 2001r. Planowany pierwodruk w: Zeszyty Naukowe WSUiB, nr.8/2001.

2"Drastycznym" potwierdzeniem tej tezy jest też aktualna sytuacja inwestorów zagranicznych w argentyńskie firmy ubezpieczeniowe. I bez znaczenia jest fakt, że to przecież inny rynek, inny kontynent...


 

Kontakt

Krajowy Instytut Ubezpieczeń
- Insurance Institute in Poland
ul. Ksawerów 30 lok. 92
02-652 Warszawa
Tel.: +48 022 628 99 30
Fax: +48 022 628 99 31
e-mail:
wyślij wiadomość

więcej...

 


 

Wszelkie prawa zastrzeżone Krajowy Instytut Ubezpieczeń
realizacja: aktiz