KATEGORIE

Konsolidacja rodzimych (krajowych) rynków finansowo-ubezpieczeniowych Europy Środkowej i Wschodniej - odpowiedź na globalizację

Autor: Romuald Holly
Czas i miejsce publikacji: Rzeczpospolita, międzynarodowe forum ubezpieczeycieli, Jałta, 19-20 września 2001.


 




W tytule mojego wystąpienia zawiera się pytanie, jak kraje naszego Regionu winny reagować na postępującą, powszechną globalizację, dotyczącą przede wszystkim rynku finansowo-ubezpieczeniowego. Sformułowanie tego tytułu odnosi się także do kontrowersji wynikającej ze sprzecznych postaw wobec globalizacji. Czy niesie ona więcej pożytków i korzyści, czy więcej nowych trudności i wręcz zagrożeń?

Globalizacja, to ideologia, program, kierunek rozwoju, narzucające światu jeden powszechny standard, normy, określony model człowieka, kultury, stylu życia, moralności, a nawet procedur postępowania - od tych odnoszących się do stosunków pomiędzy państwami, aż po transakcje handlowe, czy nawet procedury bankowe. To sieć wielostronnych powiązań, tak dalece uzależniających jej uczestników, że tworzą jeden system, jeden wspólny organizm.

Niewątpliwie, dzięki globalizacji rynku finansowo-ubezpieczeniowego, znikają problemy braku pojemności poszczególnych zakładów ubezpieczeń, pokrycia reasekuracyjnego, dostępu do kapitałów, czy know-how. Istotnie obniżają się koszty administracji, marketingu, czy obsługi aktuarialnej. W dużej mierze znikają też problemy konkurencji. Nie mamy również problemów ze standardami, wzorcami, jakością usług - wszystko to z góry mamy określone, szczegółowo zdefiniowane, narzucone - pod tym względem jesteśmy (czy też wkrótce będziemy) skutecznie kontrolowani.

Globalizacja bowiem, to także koncentracja bezwzględnej, skutecznej władzy zarządów ponadnarodowych korporacji na nieznaną dotychczas skalę.

Z drugiej strony jednakże, globalizacja to koncentracja zagrożeń, to zwielokrotnione ryzyko powszechnego, międzynarodowego kryzysu, który nieuchronnie może dotknąć nas wszystkich. Spektakularnym, dramatycznym tego dowodem był, przed tygodniem, atak terrorystyczny na międzynarodowe centrale handlu, finansów, przetwarzania i przesyłania informacji. Wielkość i siła tego monstrualnego organizmu stanowi zatem o jego słabości, sprawia, że jest bardzo podatny na atak, że skutki każdego ataku podlegają zwielokrotnieniu. Niewątpliwie, jest to jeden z ważnych powodów, by ulegając globalizacji, równocześnie bronić własnej tożsamości i odrębności.

Jak zatem, uczestnicząc w tym, co nieuchronne, zyskać jak najwięcej, a równocześnie nie zaprzepaścić swoich indywidualnych szans i możliwości, nie zatracić swojej tożsamości, nie osłabić własnego bezpieczeństwa? Innymi słowy, czy globalizację winniśmy wspierać, czy zwalczać, czy też, w miarę naszych sił i możliwości, kontrolować ją, nadzorować i nią sterować?

Problem, który poruszam, w moim przekonaniu, stanowi obecnie największe wyzwanie dla wszystkich uczestników rynków finansowo-ubezpieczeniowych całego naszego regionu Europy Środkowej i Wschodniej. Jest to bowiem problem, który w największym stopniu warunkuje rozwój zarówno naszych lokalnych, narodowych rynków, całego rynku naszego regionu Europy Środkowej i Wschodniej, jak i - przede wszystkim - rozwój każdego z naszych banków, czy towarzystw ubezpieczeniowych.

Jeżeli zatem, będziemy rozwiązywać go wspólnie, pozwoli to nam oszczędzić wiele trudu, czasu, pieniędzy, ciężaru konsekwencji popełnianych błędów.

Postulat ten formułuję w przeświadczeniu, że lokalne rynki finansowo-ubezpieczeniowe krajów Europy Środkowej i Wschodniej tworzą jeden wspólny rynek regionalny. Jak bowiem wynika z przeprowadzonych w Krajowym Instytucie Ubezpieczeń analiz porównawczych, mimo ogromnego wewnętrznego zróżnicowania, tak pod względem parametrów finansowych jak i niefinansowych, poszczególne rynki wszystkich krajów naszego Regionu są sobie znacznie bliższe niż którykolwiek z nich - jakiemukolwiek rynkowi państw Europy Zachodniej, USA czy Japonii.
Wskazuje na to większość wyliczanych i porównywanych wskaźników należących do stosowanego przez większość agencji ratingowych kanonu podstawowych parametrów charakteryzujących badane rynki.

Na przykład, składka ubezpieczeniowa per capita zbierana w Polsce jest wprawdzie aż 70 razy większa niż w Kazachstanie i tylko 22 razy mniejsza niż w Szwajcarii, to jednak kwotowo - polskie, przewidywane już wkrótce 135 dolarów, jest znacznie bliższe kazachskim 2 dolarom (tylko 133 dolary różnicy) niż szwajcarskim 3000 dolarów (aż 2865 dolarów różnicy).

Jednakże o odrębności, tożsamości i specyfice rynków ubezpieczeniowych krajów Europy Środkowej i Wschodniej stanowi nie tyle podobieństwo charakteryzujących je parametrów finansowych i niefinansowych, ile wspólne problemy, które je łączą i które je dzielą. Wspólne możliwości i szanse rozwoju oraz wspólne zagrożenia.

Do najważniejszych należą niewątpliwie kwestie doktrynalne, dotyczące modelu rynku ubezpieczeniowego w poszczególnych krajach Regionu - w tym przede wszystkim dotyczące jego struktury i systemów funkcjonalno- organizacyjnych.

Wynika to gównie z różnego postrzegania miejsca i traktowania roli rynku ubezpieczeniowego, a tym samym kierowanych pod jego adresem oczekiwań:

  • stymulowanie wzrostu gospodarki narodowej;
  • przysparzanie dodatkowych przychodów budżetowi państwa;
  • łagodzenie skutków bessy/kryzysów, występujących cyklicznie w gospodarce rynkowej;
  • konserwowanie systemu, społeczno-gospodarczego status quo, umacnianie "spokoju społecznego";
  • gwarantowanie bezpieczeństwa finansowego w społecznej makro- i mikroskali.

Role te, niestety, nie są dość wyraźnie artykułowane i hierarchizowane w poszczególnych państwach Regionu, nie determinują tym samym dość jednoznacznie sposobu organizacji rynków ubezpieczeniowych w tych krajach, nie kreują jednoznacznych regulacji prawnych, nie określają też wystarczająco wyraźnie zasad i kierunków rozwoju tych rynków. Jak w tej sytuacji nasze zakłady ubezpieczeń mają prowadzić planowanie strategiczne swojego rozwoju? Jak skutecznie mają realizować swój podstawowy cel - generowanie własnego zysku?

W efekcie, jeżeli weźmiemy ponadto pod uwagę jakościowe i ilościowe agregaty odnoszących się do parametrów, za pomocą których zakłady ubezpieczeń i rynki ubezpieczeniowe są najczęściej opisywane, nasz środkowo i wschodnioeuropejski regionalny rynek ubezpieczeń okazuje się ogromnie wrażliwy na wszelkie zagrożenia prowadzące w konsekwencji do:

  • destabilizacji,
  • nierównowagi podaży i popytu,
  • deregulacji,
  • pogłębiającego się braku dostatecznej pojemności,
  • chronicznego braku kapitałów i wynikającej stąd
  • utraty niezależności /autonomii/ własnej tożsamości,


a w efekcie

 

  • całkowitej marginalizacji.

Okazuje się, że bez jednoznacznie ukierunkowanych, skoordynowanych, nie tylko w skali kraju, ale całego Regionu, działań regulacyjnych i kontrolnych, realna symbioza czy choćby koegzystencja gigantów finansowych i małych rodzimych instytucji, nie wydaje się możliwa. Albowiem będą one - z natury rzeczy - prowadzić walkę konkurencyjną, której wynikiem może być jedynie widmo Europy Środkowej i Wschodniej jako obszaru ścierania się interesów wielkich finansowych koncernów, a zatem terenu, na którym międzynarodowe koncerny będą rozgrywać wyścig po swoje zyski.

Czy zatem możliwe jest prywatyzowanie rynków ubezpieczeniowych naszego Regionu w taki sposób, by efektywnie wspomagały wzrost gospodarki narodowej, a zarazem stawały się coraz bardziej atrakcyjne dla zagranicznych inwestorów? Jak uruchomić i skierować na nasze rynki ubezpieczeniowe szeroki strumień zagranicznego kapitału, by zarazem ożywiał wskaźniki wzrostu gospodarki narodowej? A może lepiej tego kapitału nie dopuszczać do naszych krajów? Ograniczyć mu dostęp?

Niestety, w takim przypadku, wariant alternatywny, to autarkia i - w konsekwencji - ustabilizowanie wskaźników wzrostu naszych narodowych gospodarek na tak niskim poziomie, że zagraniczny kapitał rzeczywiście przestanie nam zagrażać, bowiem wówczas na pewno się nie pojawi. Zrealizuje się tym samym największe, katastroficzne ryzyko rynku ubezpieczeniowego - stanie się on jednym z głównych zagrożeń dla rozwoju gospodarki narodowej każdego z krajów naszego Regionu.

Świadomość tej perspektywy sprawia, że większość państw środkowo - i wschodnioeuropejskich dąży do integracji z Unią Europejską. Albowiem w związku z Unią Europejską upatrują dla siebie więcej szans niż zagrożeń. Jednakże, w osamotnieniu, ich szanse stają się znikome, a zagrożenia bardziej realne. W szczególności dotyczy to pojedynczych zakładów ubezpieczeń, które, uwikłane w walkę konkurencyjną z innymi towarzystwami, traktowanymi najczęściej nie jako konkurenci, ale jako wrogowie, działając bez jakiegokolwiek wsparcia, w konfrontacji z potężniejszym zachodnim partnerem, skazane są jedynie na negocjowanie warunków kapitulacji.

W tej sytuacji, jedynym racjonalnym rozwiązaniem wydaje się właśnie postulowana tutaj regionalna konsolidacja.

W jaki zatem sposób moglibyśmy razem podejmować i rozwiązywać nasze wspólne problemy? Czy potrafimy skutecznie rozwiązywać je sami, tzn. każde z towarzystw ubezpieczeniowych samodzielnie, czy lepiej, łatwiej, finansowo korzystniej, przynajmniej niektóre z tych problemów, podejmować wspólnie, na użytek wszystkich uczestników rynku ubezpieczeniowego naszego Regionu? Czy stać nasze towarzystwa ubezpieczeniowe na takie ogromne, samodzielne koszty? Czy te towarzystwa, które mimo wszystko je ponoszą, by bronić własnej pozycji i nadążać za rozwojem rynku europejskiego, nie są niepotrzebnie rozrzutne?

Innymi słowy, czy postulowana przeze mnie regionalna konsolidacja jest w stanie temu zaradzić?

Co zatem osiągniemy, czy też, co przede wszystkim możemy zyskać, dzięki regionalnej konsolidacji? Ponad wszelką wątpliwość, do takich bezpośrednich korzyści możemy zaliczyć:

  • większą pojemność naszych zakładów ubezpieczeniowych choćby dzięki sprawniejszej, bardziej korzystnej reasekuracji i koasekuracji;
  • możliwość przepływu kapitałów między zakładami ubezpieczeniowymi w poszczególnych krajach Regionu, a dzięki temu powstanie nowych powiązań konsorcyjnych - kapitałowych, funkcjonalno-organizacyjnych, personalno-kadrowych;
  • szybsze, bardziej bezpieczne zagospodarowanie wielkich nisz rynkowych, takich jak ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej, ubezpieczenia finansowe, czy ubezpieczenia zdrowotne;
  • łatwiejsze, w skali Regionu, niż jednego tylko kraju, równoważenie portfeli ryzyk poszczególnych zakładów ubezpieczeń;
  • szybszy, bardziej efektywny i tańszy przepływ know-how, w szczególności nowych produktów, technik marketingowych, procedur strategicznego planowania i zarządzania;
  • bardziej liczącą się reprezentację na międzynarodowych kongresach i konferencjach, decydujących o powszechnie wprowadzanych i stosowanych regułach, stawkach ubezpieczeniowych, standardowych procedurach, czy choćby wzorcach dokumentów, a dzięki temu
  • bardziej realny wpływ na rynek globalny;
  • umacnianie możliwości przetargowych naszych własnych, lokalnych reasekuratorów, a przez to lepszy, bardziej skuteczny dostęp do światowego rynku reasekuracyjnego (a tym samym, korzystniejszą, tańszą reasekurację i większe bezpieczeństwo własne i naszych klientów);
  • bardziej realny wpływ na dotyczące nas regulacje prawne, fiskalne i procesy legislacyjne w każdym z państw naszego regionu, a pośrednio też wpływ na
  • kształtowanie właściwego miejsca i roli branży ubezpieczeniowej w życiu gospodarczym poszczególnych krajów naszego regionu;
  • łatwiejszy dostęp do know-how i specjalistycznych szkoleń;
  • łatwiejszy przepływ wykwalifikowanej kadry;
  • możliwość prowadzenia własnych, niezależnych badań rynkowych, zorientowanych na realizację celów i potrzeb działających w naszych krajach przedsiębiorstw ubezpieczeniowych;
  • większą możliwość podejmowania wspólnych, regionalnych przedsięwzięć, zmierzających do bardziej skutecznego kształtowania świadomości ubezpieczeniowej naszych społeczeństw;
  • lepsze wykorzystanie nierówno rozwiniętej infrastruktury naszych krajowych rynków - firm brokerskich, aktuarialnych, dyspaszerskich, eksperckich (konsultingowych), w rezultacie też obniżenie kosztów techniczno-ubezpieczeniowych;
  • podejmowanie i skuteczniejsze prowadzenie wspólnych, regionalnych akcji prewencyjnych oraz działań przeciwko przestępczości ubezpieczeniowej;
  • realne wsparcie w przeprowadzaniu procedur prywatyzacyjnych czy poszukiwaniach strategicznych inwestorów, prowadzeniu z nimi negocjacji, a nawet redagowaniu umów.

Jak ważne są to kwestie, przekonali się wszyscy ci spośród Państwa, którzy mają już część opisanej tutaj drogi za sobą i wiedzą, ile wymagało to czasu, wysiłku, jakie koszty ponieśli, by się tego wszystkiego nauczyć, jaką cenę obecnie już płacą i płacić będą za popełnione błędy.

Problem ten - wbrew pozorom - dotyczy nie tylko tych, którzy aktualnie poszukują dla siebie właściwych inwestorów lub dopiero zaczynają o tym myśleć. Jak bowiem uczy polskie doświadczenie, czy w jeszcze większym stopniu węgierskie, gdzie cały krajowy rynek jest już pod kontrolą inwestorów zachodnich, nawet towarzystwa ubezpieczeniowe w pełni zdominowane przez zagraniczny kapitał, tym lepiej wypełniają zadania narzucane im przez obcych właścicieli, w im większym stopniu w swojej strategii rozwoju, potrafią równocześnie uwzględniać potrzeby i interesy własnego rynku lokalnego, na którym działają.

Przy naszej bierności, postępujący, niezależnie od naszej woli, proces globalizacji, sam naszych problemów nie rozwiąże. Co najwyżej, szybciej i skuteczniej bez reszty nas zmarginalizuje. Sprawi, że staniemy się jeszcze bardziej zależni od międzynarodowych koncernów realizujących swoje partykuralne interesy, obce naszym własnym, lokalnym, interesom. Tym samym także, pozostając jeszcze ubożsi, nie będziemy w stanie generować zysków na miarę potrzeb naszych zagranicznych inwestorów i w końcu przyczynimy się do takiego ich zubożenia, że wreszcie sami upadną. A nie możemy przecież pozwolić, żeby zbankrutowały międzynarodowe koncerny...

Wiele się dzisiaj słyszy o postępującej globalizacji, ale wcale jeszcze nie o tym, że się wreszcie załamie. A że to się kiedyś stanie jest przecież oczywiste! Jedno z fundamentalnych praw ubezpieczeniowych głosi bowiem, że jeżeli coś zdarzyć się może, to się na pewno zdarzy. Kwestia tylko czasu, kiedy to wreszcie nastąpi. Zatem upadek globalizacji jest nieunikniony.

A mądre przysłowie mówi, iż często się zdarza, że nim słońce wzejdzie, rosa oczy wyje... Tak więc - póki co - jesteśmy skazani wyłącznie na siebie; i - co najwyżej - bezwolnie poddając się globalizacji, możemy przyspieszyć jej kres. Możemy też podjąć próbę wspólnego działania, próbę samodzielnego kształtowania własnych losów.

Jak większość ludzi świadomych nieuchronności dokonujących się procesów, pozostaję gorącym zwolennikiem globalizacji. Globalizacja bowiem to nieuchronna konsekwencja rozwoju naszej cywilizacji. Obecnie, zaś nie ma już cywilizacji zachodniej, wschodniej, azjatyckiej; itp. Istnieje i liczy się tylko jedna. Pozostaje nam zatem jedynie wybór: czy włączać się i pozostawać w kręgu tej cywilizacji, czy poza tym kręgiem? Przyłączam się więc do wszystkich apeli o usprawnienie i przyśpieszenie globalizacji, pod warunkiem jednak, że równolegle będzie postępowała nasza regionalna globalizacja. Bez niej bowiem, z tej powszechnej, ogólnoświatowej, możemy mieć więcej szkody niż pożytków.

Apeluję więc najpierw o działania zmierzające do samoorganizacji naszego regionalnego rynku ubezpieczeniowego, i to przede wszystkim w naszym własnym, wąsko pojmowanym, partykularnym interesie, ale - pośrednio - także w interesie rynku globalnego.

Może więc pierwszym krokiem w tym kierunku mogłoby być powołanie Stowarzyszenia Finansowo-Ubezpieczeniowego Europy Środkowej i Wschodniej wraz z jego silnymi, sprawnymi organami wykonawczymi, służącymi realną pomocą wszystkim uczestnikom naszego regionalnego rynku ubezpieczeniowego?

Dokonujący się proces globalizacji, który w wyniku ostatnich zamachów terrorystycznych w Stanach Zjednoczonych obejmie nas szybciej niż przewidywaliśmy, to ogromna szansa i zarazem wielkie zagrożenie. Nasz przyszły los, dalszy rozwój naszego regionalnego rynku, zależy od tego, czy potrafimy właściwie zareagować już dzisiaj, kiedy jeszcze czas po temu. Dlatego też apeluję o utworzenie Stowarzyszenia Finansowo-Ubezpieczeniowego Europy Środkowo-Wschodniej. Wydaje się to możliwe dzisiaj, dzięki obecności na obecnym Forum przedstawicieli większości liczących się towarzystw ubezpieczeniowych. Projekt programu działalności Stowarzyszenia przygotuje zespół przedstawicieli tych zakładów ubezpieczeń, które taką gotowość zadeklarują. Im wszystkim wręczymy kopie mojego referatu oraz prześlemy wyniki badań, jakie w ciągu ostatnich trzech miesięcy przeprowadził Krajowy Instytut Ubezpieczeń na próbie 250 osób, reprezentujących kierownicze gremia firm ubezpieczeniowych Estonii, Łotwy, Litwy, Rosji, Polski, Białorusi, Moładawii, Ukrainy i Kazachstanu, sondując ich opinie na temat potrzeb, oczekiwań, roli i miejsca na rynku, zamierzonych kierunków rozwoju, gotowości do współpracy z innymi. Deklaracje te w imieniu organizatorów Forum zbierać będzie pan Vitalij Niczyporenko.

 

* * *

 

Europa Środkowa i Wschodnia to - zależnie od kryterium kwalifikowania - 24 lub nawet 32 kraje, kilkaset milionów ludzi. To Region, którego potencjał już wkrótce może być czwarty na świecie, i to niezależnie od tego, czy Rosja doń dołączy, czy też obierze inną drogę...

Wbrew wszelkim pozorom, wszystkie te kraje dużo więcej łączy, niż dzieli. Największe możliwości, najpewniejsze gwarancje, daje im szeroka, wzajemna współpraca i integracja w ramach całego Regionu. Ponad wszelką wątpliwość, takim ważnym bodźcem, a zarazem spoiwem, mógłby stać się właśnie wspólny, regionalny rynek finansowo- ubezpieczeniowy.
Tylko ci, którzy potrafią uruchomić i wykorzystać ten ogromny potencjał, mogą liczyć, że zostaną jego beneficentami; wszyscy pozostali, będą im tylko służyć, na warunkach, których nikt z nimi nie będzie nawet negocjował.



 

Kontakt

Krajowy Instytut Ubezpieczeń
- Insurance Institute in Poland
ul. Ksawerów 30 lok. 92
02-652 Warszawa
Tel.: +48 022 628 99 30
Fax: +48 022 628 99 31
e-mail:
wyślij wiadomość

więcej...

 


 

Wszelkie prawa zastrzeżone Krajowy Instytut Ubezpieczeń
realizacja: aktiz