Bardziej rozczarowani niż ubezpieczeni
Autor: Romuald Holly
Czas i miejsce publikacji: Gazeta Prawna 29.10.2002
Prof. Romuald Holly, dyrektor Krajowego Instytutu Ubezpieczeń, wykładowca SGH i WSUiB:
- Niewštpliwie niska wiadomoć ubezpieczeniowa i zły stan gospodarki sprzyjajš załamaniu rynku ubezpieczeń, bo z tym mamy do czynienia od dwóch lat. Niemniej ważne przyczyny, w moim przekonaniu, leżš zupełnie gdzie indziej. Zgadzam się więc z prezesem Sosnowskim, że jednš z głównych, bezporednich przyczyn upadku blisko dwóch milionów polis w cišgu ostatniego półtora roku, jest nietrafiona oferta produktowa. Ludziom po prostu sprzedano buble i oni to wreszcie dostrzegli. Tym samym zostało zachwiane zaufanie do rynku ubezpieczeń życiowych.
Moim zdaniem obecnie mamy do czynienia ze zmianš jakociowš rynku ubezpieczeniowego. Skończyła się era ekstensywnej, "rabunkowej" gospodarki i eksploatacji tego sektora. Polegała ona na hołdowaniu zasadzie generowania zysku, nieraz za wszelkš cenę. A Zakład Ubezpieczeń, jako spółka akcyjna osišga go wtedy, gdy zbiera wysokie składki i wypłaca małe odszkodowania albo wcale. Nie należy się z tego powodu zżymać, bowiem zakład ubezpieczeń nie jest instytucjš charytatywnš, rzecz jednak w tym, że proporcje były dotychczas niewłaciwie rozłożone. Co gorsze, nadal "obowišzuje" model agenta, który przede wszystkim powinien przynosić "produkcję", tj. jak najwięcej polis i najwyższš składkę. Inna, jeszcze głębsza, aczkolwiek porednia przyczyna rezygnacji z polis - systmowa - wynika ze zmiany, filozofii ubezpieczeń, jaka dokonała się w cišgu ostatniego pięćdziesięciolecia tj. z traktowania ich, po prostu, jako insurance industry.
Prof. Romuald Holly: - Podtrzymuję jednak tezę, że największš winę za upadek polis ponoszš najbardziej wiadome tego co czyniš i konsekwencji swoich działań - towarzystwa ubezpieczeniowe, choć nie twierdzę, że nie ma innych przyczyn, które sam wczeniej wymieniłem. Rozumiem też konsternację pana prezesa Bocionga, ponieważ rzeczywicie, również w mojej ocenie, krytyczne uwagi jakie tutaj podaję pod adresem towarzystw ubezpieczeniowych, chyba w najmniejszym stopniu dotyczš Commercial Union, ale w naszej debacie zdecydowali się uczestniczyć akurat przedstawiciele obecnych i byłych władz tego włanie Towarzystwa. Niemniej, w nawišzaniu do wypowiedzi pana prezesa Bocionga, podtrzymuję tezę, że niektóre towarzystwa - jak to okrelił pan prezes Bociong - "nadal z premedytacjš wciskajš kit". Na szkoleniach, na pytania agentów np. o bardziej szczegółowe zasady wyliczeń mówi się im nieraz: to jest tajemnica firmy, więcej nie powiemy. Zatem wiele rzeczy jest już niezrozumiałych dla samego agenta. Zmuszony jest on do zaufania towarzystwu, za klient skazany jest na zaufanie do agenta, gdyż konstrukcja produktu w wielu przypadkach jest obecnie tak skomplikowana i złożona, że klient rzeczywicie nie jest w stanie jej zrozumieć.
Tym samym nie jest też w stanie samodzielnie jej ocenić i przewidzieć finansowych konsekwencji jakie poniesie w wyniku zakupu okrelonej polisy.
Stšd nasza inicjatywa, podjęta wspólnie z Rzecznikiem Ubezpieczonych, wprowadzenia certyfikacji produktów ubezpieczeniowych, polegajšca na ocenie zgłaszanych przez towarzystwa produktów, przez dwudziestu "sędziów kompetentnych" wedle surowych kryteriów i - w przypadku pozytywnej oceny - rekomendowania ich jako "Dobra Polisa" potencjalnym klientom zainteresowanych ubezpieczycieli i ich agentów.